Czy możemy mówić o kryzysie w Arsenalu? Kanonierzy mają powody do niepokoju

Mikel Arteta został uznany na Emirates Stadium cudotwórcą. To właśnie były kapitan Arsenalu dźwignął Kanonierów z dna i przywrócił im dawny blask.
Wszyscy zachwycali się Kanonierami w ostatnich dwóch latach, lecz obecne rozgrywki pokazują nam, że coś w tej dobrze pracującej maszynie się zacięło.
W ostatnich czterech spotkaniach, Kanonierzy tylko raz zremisowali, a oprócz tego zanotowali trzy porażki z Bournemouth, Interem i Newcastle.
Czy w Północnym Londynie mają powody do obaw? Jakie są przyczyny kiepskiej formy Arsenalu i co może pozwolić im dźwignąć się z dołka.
Brak kreatywności i formy na lewym skrzydle
Ostatnie spotkania pokazały, jak ważny dla Kanonierów jest Martin Odegaard. Norweg jest nie tylko kapitanem, ale i głównym kreatorem w drużynie.
Bez niego możemy obserwować jedynie bezradne wrzutki skrzydłowych Arsenalu, a zdecydowanie brakuje szybkich akcji lub kreatywnych zagrać w pole karne.
Zobacz też: Wieczór cudów w Lidze Mistrzów. Faworyci zanotowali bolesne porażki
Przyczyną kiepskiej dyspozycji ataku Kanonierów jest także lewe skrzydło. Zarówno Gabriel Martinelli, jak i Leandro Trossard prezentują się w tym sezonie poniżej oczekiwań. Rywale Arsenalu coraz częściej decydują się na “odpuszczenie” lewej strony i potrajanie Bukayo Saki, który jest największym zagrożeniem ze strony Arsenalu.
Już niedługo dane nam będzie zobaczyć, czy mamy do czynienia z poważnym kryzysem, czy jednak taka dyspozycja to efekt kontuzji. Do składu wrócił Martin Odegaard i jeśli nawet z nim gra ofensywna ekipy Artety będzie wyglądała dalej tak mizernie, to raczej trener będzie musiał zmienić dużo w taktycznym przygotowaniu zespołu.



