Najlepsze pasty polskiego internetu. Jan Paweł II, Wojciech Cejrowski, Kot Wrocek i inni.... - NoweMedium.pl

Najlepsze pasty polskiego internetu. Jan Paweł II, Wojciech Cejrowski, Kot Wrocek i inni….

Tym razem w zestawieniu nie zabrakło pasty o mentosie. Zobacz kolejne copypasty, które bawią internautów.
Najlepsze pasty polskiego internetu. Jan Paweł II, Wojciech Cejrowski, Kot Wrocek i inni…./fot. Pixabay

Copypasty, czyli humorystyczne opowiadania dają możliwość wykazania się użytkownikom internetu. Korzenie tego gatunku memów tkwią w rozsyłaniu sobie autentycznych wypowiedzi innych internautów – tych absurdalnych i komicznych przez kontekst ich użycia.

Obecnie pasty tworzone są głównie w celach humorystycznych. Jakie są główne cechy internetowych past?

  • narracja pierwszoosobowa lub szczególna forma “ty lirycznego”, w której autor zwraca się do czytelników określeniem “anon” (anonimowy)
  • wulgaryzmy
  • brak poprawności gramatycznej o ortograficznej
  • skatologiczny humor
  • styl pisania charakterystyczny dla forum internetowego
  • pojawiają się znane postacie tj. Jan Paweł II, Kot Wrocek, Grzegorz Schetyna, Peja
  • nawiązania do popkultury, literatury czy historii

Zobacz: 10 najlepszych past polskiego internetu – miłośnik leczo, fanatyk wędkarstwa, Grzegorz Schetyna, Rychu Peja i inni…

#1 Pasta o Witku

To jest Witek (ten po lewej). Witek to połączenie człowieka z cyborgiem-jest niesmiertelny. Historia miała miejce na jednym z wielu wesel gdzie mamy przyjemność poznać bardzo wielu ludzi-lecz Witek długo zostanie nam w pamieci. Więc moze przybliże jego postać w postaci harmonogramu:-)
godz. 17.40 Witek zjawia sie na weselu niczym dźin z magicznej lampy
17.45 Witek otwiera pierwsza butelke wódki
18.00 ciepłe danie-Witek nakłada każdemu

18.20 Witek kończy rozlewac 3-cią butelke wódki
18.30 Po co mi ta marynarka?
19.00 Jego towarzysze kieliszka zaczynają odmawiać picia-on sie nie poddaje
19.30 Pierwszy taniec-ale zaraz, gdzie sie podział Witek?!?
19.35 Nasz cyborg wychodzi z kuchni- pił tam już ze wszystkimi
20.00 Huczna zabawa-król parkietu obraca wszystkie ciocie
21.00 A teraz idziemy na jednego- mocno widoczne znaki dzialania alkoholu, ale nie poddaje sie
21.45 Witek wypił juz z kazdym gosciem obecnym na weselu
22.30 Witek tanczy na krześle
22.32 o przepraszam-zaczyna wchodzić na stół
23.00 jego kompani sasiedzi przy stole mówią ze maja juz dość

23.10 Witek zaczyna pić na drugą nogę z każdym gościem po kolei
00.00 OCZEPINY!!! Witek gwiazdą wieczoru-zespół nie może wyjść z podziwu
00.50 Witek pomaga roznosić tort—polejcie jak juz u Was jestem

01.30 Witek przekroczył “DAWKĘ ŚMIERTELNĄ” trzykrotnie
02.00 Nieśmiertelnego przyprowadzaja do naszego baru;-) Co Ci podac?- www…. wwyyy…. wóóód….-czystej mi polejcie! ale nie w kieliszek-w ta dużą szklanke. – nasz klient nasz Pan! Prosze bardzo Panie Witku, tu są jeszcze owoce na zakąske. (ilość wódki widoczna na zdjeciu-poszło wszystko)
02.30 miło bylo z Wami ale musze iść jeszcze napić sie z zespołem-tak przynajmniej sobie to przetlumaczyłem z jezyka marsjańskiego
03.00 wszyscy kompani Witka śpią juz od 2 godzin w samochodach
03.20 Witek ponownie wkracza na parkiet-prawa fizyki zostały obalone
04.30 zaczynamy sie powoli zbierać z barem- Witek osusza stół wiejski
05.10 Koniec wesela-Witek pomaga obsłudze sprzątać… Na moje oko 13 promili… Nie wiem-nie umiem wytłumaczyć jak jest to możliwe, ale jednak- Witek przepił wódke;-)

#2 Dziady cz. 2137 “Kremówkarz wojtyła”

GUŚLARZ

Czarne z gara płyną buchy
Leca geste kłęby pary
Wzywam was, najcięższe duchy
Te bez czci i ten bez wiary

CHÓR
Pierzchaj ten kto w Boga wierzy
Swąd kremowek czuć nieswieży

Wchodzi DUCH
Duch piekielny w szacie białej
Papież Polak, Biskup Rzymu
W lewej dloni z pastorałem
W prawej akt aneksji Krymu

DUCH
Imię moje jest Jan Paweł
Jam pół człowiek jest, pół diabeł
Jam jest bestia straszna sroga
Jam jest szatan, śmierć i trwoga
Jam dowodził na Wolyniu
Jam pociągał spust w Katyniu
Prowadziłem Tupolewa
Celowałem prosto w drzewa
Jam jest święty
Co uderzyl w World Trade Center
Strącił Łuszcza z ośmiu pięter
A najbardziej na tym świecie
Lubił gwałcić małe dzieci

DUCH POLAKA
Ty Janie Pawle, ty bestio zapchlona
Na wieki wieków bądźże potępiona
Zapewniałeś ześ ty prawy jest katolik
A pisałeś – do Mossadu – wszystkich gojów rozpierdolić
Powiem ja i twą najskrytszą tajemnice
Tys Żydowi sprzedawał polskie kamienicy
Śmierć byś napotkał i rychły pochowek
Za te kamienice dla pięciu kremówek

GUŚLARZ
Czego pragniesz Ojcze Święty
Jeśli dziecka, bądź przeklęty

DUCH
Dobrze mnie Polaczki znacie
Małe dzieci mi tu dacie
Chcę duszyczki Józia, Rózi
Chętnie włożę im do buzi
Wchodzą JÓZIO I RÓZIA

JÓZIO I RÓZIA
Witaj papo, ojcze święty
Chcemy dać ci te podarki
Zapalniczka, tytoń, skręty
Byś mógł kopcić w rytmie “Barki”

PAPIEŻ
Schylcie o dziatki małe swe główeczki
Karol da wam kremóweczki
W nich rohypnol jest – dachówka
Byście nie pisnęły słówka

GUŚLARZ
Pomóc tobie się staramy
Ale dzieci ci nie damy

PAPIEŻ
Posłuchajcie choć chwile
Bracia, księża pedofile
Bo kto małe dzieci jebie
Ten nie będzie nigdy niebie

CHÓR
Słusznie dziś Jan Paweł prawi
Jednak duszy swej nie zbawi
Bo kto małe dzieci jebie
Ten nie będzie nigdy w niebie

#3 Wielosztuki

Bądź mną
Pracujesz w żabce
Godzina 17, zmulasz za ladą, żadnego klienta
Nagle wchodzi typ
Złoty łańcuch, walizka z pieniędzmi
Bierze koszyk
Podchodzi do lodówki
Ładuje wszystko po kolei do koszyka
Sery, szynki, mleka, masła
Koszyk zajebany po brzegi
Odstawia go na bok
Idzie po drugi
Konsekwentnie kontynuuje pakowanie wszystkiego do drugiego koszyka
Po chwili koszyk pełny
Idzie po trzeci
Pakuje wszyściutko, zostawia puste półki w lodówce
Po 30 minutach zapakował wszystko do 35 koszyków
Lodówka świeci pustkami
Na podłodze w chuj zayebanych koszyków
Typ podchodzi do lodówki
Sięga ręką za lodówkę
Odłącza prąd
Zaczyna ją ciągnąć do kasy
Staje przed ladą z lodówką
Mówi że zapłaci kartą
Patrzysz na niego jak na debila “Poyebalo Cie typie? Co Ty odpiedalasz?”
Patrzy na Ciebie zdziwiony
“No co się kuwa lampisz, Ty mądry jesteś?”
Patrzy na zmianę na Ciebie i na lodówkę i milczy
“Gościu, kuwa poyebany jakiś jesteś. Jedną lodówkę chcesz kupić? Popiedoliło? Weź dwie w wielosztuku, zaoszczędzisz 80 groszy.”
Typ mówi, że poprosi w takim razie drugą Idź z nim rozładowywać drugą lodówkę
Po 15 minutach pusta
Opiedalasz mu 2 lodowki w wielosztuku po taniości
Godzina 23
Wbija szef
Zastaje na ziemii w opór pełnych koszyków
Nie ma jak zrobić kroku
Pyta gdzie lodówki
Mówisz, że oyebaleś w wielosztuku
Zaczyna drzeć ryja
Cały czerwony
Pluje na prawo i lewo
Wąs mu się telepie
“ANON, KUWA DEBILU, WIELOSZTUKI NIE OBEJMOWAŁY LODÓWEK, WŁAŚNIE STRACILIŚMY 80 GROSZY!” Wyrzuca Cię z roboty A chj mu w dupe

#4 Bitwa żuli pod Grunwaldem

Kiedyś jak mieszkałem we Wrocławiu, to wpadłem na taki plan, żeby zebrać żuli z Polski i żuli z Niemiec, zakuć ich w zbroje, dać im atrapy broni, zakwaterować w parkach i w rocznicę bitwy pod Grunwaldem, zmienić plac Grunwaldzki w pole bitwy! Wyłączyć to z ruchu ulicznego, żule na pozycje, kamera, akcja dać to do telewizji.

Znając mentalność Polaków, to oglądalność przebiłaby skoki narciarskie za czasów Małysza. Z pieniędzy z reklam kupiłoby im się nowe ciuchy i trochę żarcia. Dodatkowo proponuję akcje “zaadoptuj żula” w której można internetowo sponsorować wyposażenie konkretnego żula (zarówno po stronie Polskiej jak i Niemieckiej). Daje to również dostęp live do kamerki, zamontowanej na ramieniu danego uczestnika (dostęp dla sponsorów 200 zł+).

Teraz w kontekście niedawnych sporów historycznych myślę sobie, że można byłoby dorzucić element hazardu. Zwycięska strona wygrywałaby roczne prawo (obowiązujące do następnej edycji Bitwy pod Grunwaldem) do dyktowania prawdy historycznej, odnośnie Obozów Śmierci. Przykładowo jeśli Polska wygrywa, to mówimy Niemieckie Obozy Śmierci, jeśli Niemcy, to zaciskamy zęby, mówimy, że Polskie, ale w przyszłym roku zwiększamy doping dla naszych żuli.

Wilk syty i owca cała, a narodziłaby się piękna tradycja, łącząca dwa skłócone od wieków narody.

#5 Cejrowski i buty z CCC

Zima idzie a ja w starych adidasach już miałem dziurę taką, że można było 2 palce wsadzić więc po miesiącu wyrzeczeń dzięki którym zaoszczędziłem pieniądze, poszedłem wczoraj do galerii handlowej kupić sobie porządne buty na zimę.

W sklepie CCC znalazłem, solidne wykonanie, przystępna cena, modny wygląd – nie zastanawiałem się długo. Wróciłem z butami do domu, pochodziłem w nich po pokoju, poprzeglądałem się w lustrze i czułem dobrze. Jeszcze je solidnie zaimpregnowałem, żeby nie przepuszczały wody i się nie niszczyły.

Dzisiaj poszedłem w swoich nowych butach na uniwersytet. Czułem się dzięki nim bardziej pewny siebie, jak siedziałem na korytarzu to nogi wyciągałem daleko, żeby ludzie lepiej widzieli jakie mam eleganckie buty.

Po zajęciach czekam na przystanku na Krakowskim Przedmieściu na autobus a tu z kawiarni wychodzi znany podróżnik katolicki Wojciech Cejrowski. Elegancko ubrany a nie w jakąś tam koszulę hawajską, z egzotycznych motywów to miał tylko w ręce taki kubeczek na yerba mate.

Popatrzył się na mnie, na moje buty i podchodzi i zagaduje, czy te buty to są te z CCC za 139,00zł. Ja mu zadowolony mówię, że tak panie Wojtku, te same dokładnie, i że miło, że pan zauważył. Cejrowski na to powiedział tylko Śmieć.

Mi szczęka opadła i nie wiem o co chodzi. Cejrowski pyta, którego wyrazu nie rozumiem “śmieć” czy “śmieć”. No to ja mówię, że obydwa rozumiem tylko nie wiem dlaczego tak mówi. Cejrowski mówi, że dlatego, że tylko śmieć może nosić takie chujowe, biedackie buty. Że on do dzikich krajów jeździł i tam ONZ i Czerwony Krzyż takie buty przysyłał dla biednych ludzi za darmo i nawet oni nie chcieli w nich chodzić tylko wyrzucali. I że nawet było specjalne posiedzenie komisji UNICEF, że nie wolno głodnym dzieciom takich gównianych butów dawać, więc tam przestali wysyłać tylko do sklepów do Polski.

Ludzie na przystanku śmiechają pod nosami i się patrzą na moje buty, ja już gula w gardle i staram się jakoś jeden za drugim schować ale to nic nie daje. Ale jednak pomyślałem, że nie dam sobą pomiatać nawet znanemu człowiekowi i krzyczę na Wojciecha, że on sam przecież boso przez świat chodzi więc nie ma prawa się do moich butów przypierdalać.

Cejrowski w śmiech i mówi, że boso to on chodzi w eleganckich krajach zagranicznych a nie w Polsce gdzie co 5 metrów można w psie gówno wejść albo jakąś strzykawkę z HIV, i że po Polsce to on chodzi w porządnych butach i pokazuje mi swoje buty z jakimiś frendzlami, paskami, dolce&gabana i że nawet taki guzik mają, że jak go lawina przysypie w tych butach to on ten guzik naciska i go wtedy można znaleźć pod śniegiem.

Ja nie daję za wygraną i krzyczę, że przecież on jest człowiekiem wierzącym gorliwie i że Pan Jezus chodził boso albo w jakichś rozpadających się sandałach więc dlaczego on mnie obraża. Cejrowski na to, że z tymi sandałami Jezusa to lewacka propaganda II Soboru Watykańskiego i Jezus obuwie dobierał bardzo starannie, i jakby teraz zszedł na ziemię znowu i mnie w takich butach zobaczył to by mi w mordę przypierdolił.

Ja cały czerwony, nie wiem co powiedzieć, ludzie ryczą ze śmiechu a Wojtek Cejrowski mówi, żebym się zachował jak biały człowiek honoru i te buty zdejmował i wypierdolił. No to ściągam te buty, cały już zaryczany bo tak mi było ich szkoda i odkładam do kosza na śmieci na przystanku delikatnie, bo je chciałem wyjąć jak Cejrowski pójdzie.

Stoję na śniegu w samych skarpetkach, nogi aż pieką od zimna, autobus powoli nadjeżdża, chciałem szybko buty złapać i wskoczyć do środka ale jak się rzuciłem do śmietnika to Wojciech mi zagrodził drogę i powiedział, żebym miał trochę godności. Wsiadłem bosy do autobusu, przejechałem jeden przystanek, wysiadłem i biegiem lecę z powrotem buty zabrać. Grzebię w śmietniku, wszystko wyrzucam z niego ale butów nie ma. Pytam ludzi co stali na przystanku, czy butów ktoś ze śmietnika nie zabrał a oni mówią, że tak, że znany podróżnik Wojciech Cejrowski tutaj był i wziął buty i powiedział, że jedzie na ryzykowną wyprawę do Nepalu i w sam raz będzie miał buty eleganckie i niezawodne.

A ja będę całą zimę zapierdalał w starych adidasach

#6 Pasta o cukrze

Puka do ciebie do drzwi sąsiadka
studentka 8/10
otwierasz, a ona do ciebie tak nieśmiało
że chciałaby pożyczyć cukier
mówisz jej, żeby weszła do środka
bo na klatce zimno, a ona w samym szlafroku
powiedziała, że jesteś taki miły i troskliwy
zamykasz za nią drzwi
prowadzisz ją do kuchni
bierzesz szklankę i zaczynasz powoli przesypywać
wtedy ona łapie ciebie za ramię i mówi do ciebie
że chłopak ją rzucił, że był skurwielem
myślisz sobie
rzucił ją i nie ma kto teraz iść po cukier do sklepu
stąd ta wizyta
sypiesz jeszcze trochę, zbliżasz się już do górnej granicy szklanki
mówi, że potrzebuje faceta
kogoś takiego jak ja
próbujesz usilnie nie przesypać cukru
ale trudno ci jest się skupić kiedy ona cały czas o czymś pierdoli
poluzowała trochę szlafrok
ciągnie ciebie za rękę i mówi
że u niej na dole nie ma rodziców, i że…
KURWAAAAAAAAAA
przesypałeś
cały blat stołu upierdolony cukrem
wyciągasz z szafki drugą torbę cukru
ciskasz go do rąk tej szmaty
mówisz do niej, żeby brała ten cukier i wypierdalała
zamykasz za nią drzwi
kobiety bez mężczyzn to jednak gówno umieją…

#7 Alfabet od tyłu

Idę z psem na wystawę do galerii sztuki nowoczesnej.
Tu nie wolno z psami – mówi ochroniarz.
To nie jest pies – odpowiadam. – To jest performance.
A, to przepraszam.
Idziemy z psem dalej. Oglądamy rzeźbę Smefra centaura. Pół koń, pół Smerf.
Zawsze się zastanawiałem – mówię do psa – komu kibicują centaury w czasie rodeo.
Srać mi się chce – odpowiada pies.
Trzeba było srać przed wejściem.
Wtedy mi się nie chciało.
Idziemy dalej. Oglądam jakąś kobietę, która stoi po kolana w basenie z moczem i wykrzykuje alfabet od tyłu.
Z, Y, X – krzyczy. – U, V, W.
Mój pies kręci się w kółko i węszy nosem po ziemi.
Fajfus – mówię do niego. – Fajfus, nie sraj tutaj.
Kiedy mnie ciśnie – odpowiada i zaczyna srać na podłogę.
Jakiś człowiek podchodzi i przygląda się temu, co wychodzi mojemu psu z dupy.
To jest interesująca propozycja – mówi.
Ktoś inny też podchodzi i patrzy.
To jest świeże – mówi.
Podchodzi jakaś kobieta z kieliszkiem wina w ręku, cała na czarno.
Odważne – mówi.
Ja państwa bardzo przepraszam – mówię do nich.
Jak się nazywa ta instalacja? – pyta kobieta. – Gówno – odpowiadam, zatykając palcami nos. Mocne.
Ktoś z galerii podchodzi i wtyka w psią srakę tabliczkę z napisem “Gówno, 2015”. Podchodzi fotograf i robi zdjęcie. Pojawia się ktoś z kamerą i mikrofonem. Prosi mojego psa o wywiad.
Coż, zawsze kontestowałem opresyjne dla mojego gatunku rozwiązania przestrzenne w środowisku miejskim – mówi mój pies.
A pan jest kuratorem – pyta reporter. – Co pan sądzi o pracy swojego podopiecznego.
Sądzę, że to gówno – odpowiadam.
Brutalnie prawdziwe – mówi kobieta z winem.
Ostentacyjnie szczere – mówi fotograf.
U, T, S – krzyczy kobieta w basenie z moczem

#8 List z wojska

Droga Matulu, Drogi Tatku!
Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka Lusia, wujek Antoś, ciotka Hela, wujek
Franek, ciotka Basia, wujek Rysiek oraz Heniek, Stefan, Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna, Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem i mój Zdzisiek też zdrowi.
Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Nasze Rokicice Górne się nie umywajo. Niech szybko przyjeżdżajo i się zapisujo, póki som jeszcze wolne miejsca.
Najpierw było mi troche głupio, bo trza się w wyrku do 6-tej wylegiwać, że aż nieprzyzwoicie człowiekowi… Żadnych bydląt karmić, doić, gnoju wywozić, ognia w piecu rozpalać… Powiedzcie Heńkowi i Stafanowi, że trza tylko swoje łóżko zaścielić ( można się przyzwyczaić ) i parę rzeczy przed śniadaniem wypolerować.
Wszystkie facety muszo się tu codziennie golić, co nie jest jednak takie straszne, bo -uwaga- jest ciepła woda. Zawsze i o każdy porze!
Powiedzcie mojemu Zdziśkowi, że jedynie śniadania dajo tu trochę śmieszne, nazywajo je europejskim. Oj cinko się musi w tej Europie prząść, cinko…
Jedno jajeczko, parę plasterków szynki i serka. Do tego jakieś ziarenka, co to by ich nawet nasze kury nie ruszyły, z mlikiem. Żadnych kartofli, słoniny, ani nawet zacierki na mliku!
Na szczęście chleba można brać ile dusza zapragnie.( Koledzy przezywajo mnie od tego Bochenek…) Na obiad to już nie ma problemów. Co prowda porcje jak dle dzieci w przedszkolu, ale miastowe to albo mało jedzo, albo mięsa wcale nie tkną…
Chore to jakieś czy co..? Tak więc wszystko czego nie zjedzo przynoszą do mnie i jest dobrze. Te miastowe to w ogóle dziwne jakieś som…Biegać to to nie potrafi. Bić się też nie…
Mamy tu takie biegi z ekwipunkiem. No tak jak u nas co ranek, ino nie z wiadrami. Krótkie takie. Jak z naszy remizy do kościoła w Rokicicach Dolnych. Po dobiegnięciu na miejsce to miastowe tylko gały wybałuszajo i dyszo jak parowozy. Nie wiadomo dlaczego ale wymiotujo przy tym, i to czasami z krwią. Po 5-ciu kilometrach i to jeszcze w maskach ochronnych! A potem to trzeba ich z powrotem do koszar ciężarówkami zawozić, bo się już do niczego nie nadajo.
Na ćwiczeniach z walki wręcz to lekko takiego ściśniesz …i już ręka złamana! To pewnie z ty kawy co ją litrami chlejo, i przez to mięso, co go to nie jedzo…! Najsilniejszy jest u nas taki Kozłowski z Rembowic koło Gałdowa, potem ja. No, ale un ma 2 metry i pewnie ze 120 kg, a ja 1,66 m i chyba z 72 kg…bo trochę mi się łostatnio od tego wojskowego jedzenia przytyło..
A teraz uwaga, będzie najśmieszniejsze! Koniecznie powiedzcie o tym wujkowi Ryśkowi, Garbatemu Bronkowi i mojemu Zdziśkowi. Mam już pierwsze odznaczenie za strzelanie!!! A tak mówiąc szczerze, to nie wiem za co…
Ten czarny łeb na tej ich tarczy wielki jak u byka. I wcale się nie rusza jak te nasze dziki i zające. Ani nikt nie strzela do ciebie nazad, jak to u nas bracia Bylakowie, z tych ichniejszych dubeltówek.
Naboje – marzenie…i w dodatku nie trzeba ich samemu robić! Wystarczy wziąć te ich nowiutkie giwery, załadować, i każdy co nie ślepy trafia bez celowania!
Nasz kapral to podobny do naszej belferki Gorcowej z Rokicic. Gada, wrzeszczy, denerwuje się, a i tak nie wiadomo o co mu chodzi. Trochę się z początku na mnie zawziął i kazał biegać w samym podkoszulku, w deszczu, po placu apelowym. Dostał jednak raz ode mnie szklankę tego samogonu od wujka Franka i go o mało szlag nie trafił. Ganiał potem cały czerwony na pysku po tym samym placu, a potem przez pół dnia nie wychodził z kibla. Kazał mi następnego dnia rano butelkę tego frankowego samogonu do samego dna wypić.
Na raz. No i co? I nic! Normalny samogon, taki jaki znam od dziecka.
Kapral znowu wybałuszył gały, a tera ciągle gapi się na mnie podejrzliwie, ale mam już święty spokój.
Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa. Niech szybko przyjeżdżają i się zapisują, póki są jeszcze wolne miejsca.
Całuję Was wszystkich mocno ( a szczególnie mojego Zdziśka )
Wasza córka Marysia

#9 Pasta o kocie Wrocku

Wracam do domu.
Matka krzyczy od progu, drze ryja.

– co znowu? – pytam.
– do ciebie! – odpowiada.

Niczym barman, puszcza kopertę wzdłuż stołu i wraca do robienia mizerii.
Walkę o uwagę matki przegrałem z ogórkami gruntowymi, ignoruje mnie kompletnie.
Zabieram list i zamykam się w pokoju.

„Z przyjemnością informujemy, że zakwalifikował się pan do drugiego etapu rekrutacji na stanowisko asystenta w Urzędzie Miasta.”

Od kawy bez limitu i srania na koszt podatnika dzieli mnie jedynie dzień próbny. A podobno po politologii nie ma pracy.

Eleganckie spodnie, stonowana koszula i starannie ułożone włosy. Spinki do mankietów z flamingami dla kontrastu.
Na ostatni etap idę pewny wygranej, jak kaleka w polskim talent show.
Wchodzę.

– proszę chwileczkę poczekać. – sekretarka nie oderwała wzroku od komputera.

Mhm.

– zaraz ktoś przyjdzie.

Czekam.

(Reinke, Kadlec…)

– jeszcze minutka.
– Ok.

(Kuka, Marschall, Sforza…)

Wrodzony autyzm zaczyna recytować w mojej głowie zwycięski skład Kaiserslautern z sezonu 97/98. Uśmiecham się do siebie.

Z zamyślenia wyrywa mnie miauczenie. To przyszedł kotek Wrocek, influencer i internetowy celebryta.
Próbuję zaskarbić sobie jego sympatię mielonką z kanapek matki.

– Wrocek jest wegetarianinem. – strofuje mnie baba.
– on o tym wie?
– zalecenie pana Jacka.
– to czym go karmicie?

Jagoda (bo tak ma na imię) wskazuje leżącą na ziemi miskę pełną gotowanych warzyw i makaronu w kształcie literek. Wzdycham głęboko.

– koty nie trawią skrobii. – mówię cicho. Nawet nie wiem czy to prawda.

Dębowe drzwi otwierają się z hukiem. Do pokoju wpada Prezydent Wrocławia, pan Jacek Sutryk.

– gdzie dziś pierdolnie?
– yy?
– no tramwaj jaki, która linia?
– dziesiątka.
– dziesiątka była wczoraj, ja obstawiam śródmieście. Zakład o stówę? – uścisnęliśmy sobie dłonie. Byłem jednym z nich.

Czas mijał szybko. Ekipa była wyluzowana, piliśmy kawę i graliśmy w CS’a 1.6 na LANie. Nie chciałem źle wypaść, więc stłumiłem w sobie chęć kampienia. Do pokoju wbiegła Jagoda.

– MUSICIE COŚ ZOBACZYĆ!

Podczas przerwy ukradłem kilka makaronowych literek i wcisnąłem w koci stolec tworząc napis „dajcie kurwa mięso!” Jeżeli ktokolwiek miał się nabrać na ten kawał to właśnie ona.

Na sali poruszenie. Ludzie odeszli od biurek, de_dust2 stoi puste. Patrzą w kuwetę. Tylko ja nabijam fragi, zanim się skapną, że padli ofiarą żartu.

Nie skapnęli. Zachwycony prezydent wysłał kogoś do sklepu po mięsiwo, jeszcze inny robi zdjęcia kupy. Dziennikarz Gazety Wrocławskiej drze się do słuchawki, że to przebije Libację Na Skwerku. Dom wariatów.
Postanowiłem kontynuować przedstawienie.

Przez dobry tydzień zostawiałem im w kuwecie wiadomości w stylu: ‚wylejcie asfalt na Poznańskiej!’ czy ‚kiedy tramwaj na Jagodno?’
Jak kot walnął większą srakę mogłem sklecić dłuższe zdania i pisałem co myślę o stanie wrocławskich torowisk.
Jacek błyskawicznie spełniał postulaty sierściucha, a ja miałem realny wpływ na sytuację w mieście.

Gdy wyremontowałem sobie osiedle i drogę do pracy znudziła mi się rola kociego ghost writera, nie wiedziałem tylko jak się wycofać. Sytuacja rozwiązała się sama.
Zaprzyjaźniony dziennikarz z Wrocławskiej zorganizował pierwszy na świecie wywiad z kotem. To miał być nowy sposób promocji miasta, wizytówka. Może nawet kiedyś zastąpić krasnale?
Nic wielkiego, ot jedno pytanie i transmisja wideo ze srania, odpowiedzi znaczy.
Problem w tym, że w obecności kamer nie miałem szans wypowiedzieć się w imieniu Wrocka, więc szykowała się kompromitacja.

Cały dzień kota karmiono wyłącznie makaronem, żeby miał czym pisać.
Podniecony Prezydent od rana biegał po telewizjach żeby zaprosić ludzi do śledzenia transmisji, a ja nie mogłem spać ze strachu, że wszystko wyjdzie na jaw.

Wreszcie nadszedł czas wywiadu.
Dziennikarze wspólnie z Ratuszem stwierdzili, że lepiej nie budzić kontrowersji pytaniami na tematy polityczno-społeczne, poszli w konwencję żartu.
Wybór padł na „co sądzisz o szczurach na wrocławskim rynku?”
Wrocek jest kotem, rozumiecie?
Kot i szczury, hehe.

Naród czeka, ja prawie mdleję, a Wrocek leniwie patrzy, ani drgnie. W końcu wszedł do kuwety, okręcił się dwa razy i sra. Patrzy mi w oczy i sra. Najdłuższa minuta w moim życiu. Czas zwolnił jak podczas oglądania meczów Śląska.
Skończył i zakopał.
Kamera robi zbliżenie, Sutryk uroczyście miotełką otrzepuje kupę ze żwirku.

Nie wiem jakie było prawdopodobieństwo takiego układu liter, ale kot wysrał idealne „lepsze szczury niż Żydzi”.
Do tego przerobił makaronową Helveticę na klasyczny Times New Roman.
Sutryk blady jak ściana, ludzie krzyczą,
że wychował kota-faszystę, a Wrocek zadowolony liże się po jajach.

Gdy dzień później wróciłem złożyć wypowiedzenie załamany Jacek siedział z butelką wódki i głową schowaną w dłoniach.

Położyłem wypowiedzenie na stole i ruszyłem w kierunku drzwi.

– stój! – Sutryk sięgnął do portfela. – Wygrałeś, Twoja stówa. Pierwszego dnia, wykoleiła się dziesiątka na Legnickiej.
– a, tak.

Uśmiechnąłem się i wyszedłem.

Najłatwiej zarobiona stówa w życiu.
Jadąc na rozmowę tamtego dnia widziałem jak menele rozmontowywali torowisko.
Kota uśpili dzień później.

#10 Pasta o mentosie (Uwaga – Obrzydliwa)

Drogie mirki. Piszę tę historię ku przestrodze wszystkim tym, którzy nie rozgryzają mentosów od razu po włożeniu do ust.

Otóż ja i moja dziewczyna poszliśmy na studia do różny miast. Po miesiącu rozłąki zdecydowaliśmy się wreszcie spotkać, a jako że byłem bardzo szczęśliwy z tego powodu, postanowiłem zrobić jej minetę.

Zawsze mi się to podobało, ale tym razem z jakiegos powodu jej cipka śmierdziała jak martwy papież, a smakowała jeszcze gorzej. Nie chciałem ją urazić, więc wziąłem mentosa. W trakcie lizania, przez przypadek wepchnąłem go w nią, ale na całe szczęście mam zręczne palce i szybko go wygrzebałem, włożyłem z powrotem do ust i rozgryzłem. Niestety to co znalazło się w moich ustach nie było mentosem. Był to guzek rzeżączki.

(Należy tutaj zauważyć, że ów guzek był wielkości pierdolonego mentosa)

Zamiast lodowej świeżości moje usta wypełniły się ropą. Zacząłem krzyczeć, rzygać i rzucać się po całym pokoju. Kiedy juz nie miałem czym już bełtać i przepłukałem usta, zażądałem żeby powiedziała mi o co tu kurwa chodzi. Okazało się że głupia suka zdradziła mnie z jakimś kolesiem w tydzień po wyjeździe i nawet nie miała pojęcia, że coś z nią nie tak.
Od tamtego czasu siedzę w mojej piwnicy, lecząc rzeżączkę w ustach i edukuję ludzi na temat prawidłowej konsumpcji mentosów

Źródło: internet

Więcej z NoweMedium.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.