Muzyka kontra polityka, czyli kilka przypadków, kiedy system oberwał od artystów - NoweMedium.pl

Muzyka kontra polityka, czyli kilka przypadków, kiedy system oberwał od artystów

W miniony weekend odbyła się kolejna edycja Pol'and'Rock Festival, znanego szerzej jako dawny "Woodstock". Podczas imprezy dało się odczuć silne antyrządowe emocje, a kulminacją tych nastrojów był koncert Łony i Webbera, podczas którego sami artyści zaaranżowali skandowanie antypisowskich haseł. Przy okazji dyskusji wokół występu szczecińskiego duetu, przypominamy kilka przypadków, kiedy polscy artyści uderzali w konkretnych polityków lub całe instytucje.
Łona i Webber
fot. Kręcioła TV

Muzycy rzadko kiedy idą ręka w rękę z władzą

Jeżeli chodzi o podejście muzyków do polskiej polityki, zazwyczaj możemy wyróżnić trzy grupy. Z jednej strony są tzw. “beneficjenci dobrej zmiany”, czyli artyści którzy dzięki sympatii do Zjednoczonej Prawicy czy samego kierownictwa TVP cały czas mogą liczyć na liczne, dobrze płatne oferty od państwowych instytucji, takie jak gra na sylwestrze TVP czy udział w różnego rodzaju programach śniadaniowych lub publicystycznych. Drugą, najbardziej liczną grupą są ci, którzy wobec polityki pozostają neutralni, a wręcz unikają jej jak ognia.

Dzisiaj zajmiemy się trzecią grupą, czyli muzykami, którzy stoją w opozycji do polityki. Często w takiej twórczości przewija się niechęć do tego lub innego rządu, konkretnego ugrupowania, polityka czy też negacja polityki lub części systemu. Przy okazji barwnych występów podczas Pol’and’Rock Festival, przypominamy najciekawsze “starcia” kultury z systemem w Polsce.

Łona, Webber i osiem gwiazdek. W tle Jurek Owsiak i WOŚP

Zaczniemy od przykładu, który jest najświeższy, i stanowi inspirację do napisania tego tekstu. Duetu Łona i Webber nie trzeba przedstawiać fanom polskiej muzyki. W muzyce Szczecinian zawsze było gęsto od przemyśleń na tematy społeczne czy ekonomiczne, a sami artyści nigdy szczególnie nie kryli się ze swoimi poglądami. Nie inaczej było w przypadku ich ostatniego koncertu na Pol’and’Rock Festival. Na poniższym nagraniu widać, jak Łona wyczuwa nastroje w skandującym tłumie, i postanawia ich sam “pokierować”.

https://www.facebook.com/RuchOsmiuGwiazd/videos/497726224859763

Wokół sytuacji momentalnie zrobiło się głośno, zwłaszcza w mediach publicznych, które od lat atakują nie tylko Pol’and’Rock, ale i samego Jurka Owsiaka i WOŚP. Sprawa zrobiła się na tyle poważna, że odniósł się do niej sam Łona, który opublikował oświadczenie w social mediach zespołu:

przyznaję, że forma tych pokrzykiwań była mało wyrafinowana — nie jestem dumny z miotania ze sceny wulgaryzmów tego rodzaju i wszystkie uwagi dotyczące języka przyjmuję z pokorą. Ale już emocja, która za tym stoi jest zupełnie szczera i wynika z autentycznego gniewu. Gniewu człowieka, który ma dość słuchania o tym, że geje i lesbijki “nie są równi normalnym ludziom”; dość dewastowania wymiaru sprawiedliwości i podsycania chaosu prawnego; dość rozwalenia publicznych mediów; dość brutalnego rozpędzanie pokojowych protestów; wreszcie dość tej niespotykanej arogancji i pychy, których twarzą stali się Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz

Oświadczenie Łony, fragment, Facebook

“Nie pytany nie mówię”, czyli Kazik kontra Andrzej Lepper

Teraz cofniemy się do roku 1999 i płyty Las Maquinas de la Muerte zespołu Kazik na Żywo, gdzie znalazła się piosenka “Pi****** Pera”. Tytuł w oczywisty sposób odnosił się do Andrzeja Leppera, lidera Samoobrony, który w przyszłości miał zostać m.in. wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Jak to się stało, że polityk został tak ostro potraktowany przez Kazika Staszewskiego?

Wszystko zaczyna się w roku 1995, kiedy to Lepper był kandydatem na Prezydenta RP. W jednym ze swoich spotów lider Samoobrony wykorzystał piosenkę KNŻ 100 000 000, znanej z charakterystycznego refrenu “Wałęsa! Dawaj moje sto milionów!”. Jak się później okazało, utwór został wykorzystany bez wiedzy i zgody samego zespołu, w efekcie czego Kazik postanowił odnieść się do sprawy na kolejnym albumie grupy.

Utwór, który bardzo źle się zestarzał, czyli moralizatorstwo w wykonaniu… Pawła Kukiza

W zestawieniu konfliktów muzyki z polityką nie mogło zabraknąć człowieka, który łączy w sobie obydwa światy. Mowa oczywiście o Pawle Kukizie – byłym kandydacie na Prezydenta RP, pośle na Sejm RP i przewodniczącym Kukiz’15. Zanim Kukiz wszedł na dobre do krajowej polityki w 2015 roku, przez lata był liderem kultowego zespołu Kukiz i Piersi. To właśnie z tym zespołem wydał w 2004 roku “Piracką Płytę”, na której pojawił się utwór “Virus SLD”, czyli półtorej minuty bluzgów i wyrazów obrzydzenia w kierunku rządzącego wtedy Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Wiele osób traktuje dzisiaj tę piosenkę z przymrużeniem oka, a to głównie z powodu późniejszej kariery Pawła Kukiza. Artysta przez lata odgrażał się, że brzydzi się polityką, i nie chce mieć z nią nic wspólnego. Lata mijały, popularność Piersi stopniowo malała, a sam Kukiz postanowił na przekór swoim dawnym stanowiskom zrobić wielki krok w stronę krajowej polityki. Wokalista wystartował w 2015 roku na Prezydenta RP. Co prawda nie udało mu się nawet wejść do drugiej tury, ale silna, trzecia lokata zapewniła mu mocny rozpęd jego kariery. Wkrótce po udanych wyborach polityk powołał do życia ruch Kukiz’15, który jeszcze tego samego roku wprowadził do Sejmu. “Kukizowcy” byli powiewem świeżości w parlamencie, a ich zapowiedzi o walce z systemem i “partyjniactwem” miały być początkiem poważnych zmian w Polskiej polityce.

W następnych latach już nie było tak kolorowo. Kontrowersyjne wypowiedzi i prawicowe zapędy członków jego ugrupowania poskutkowały poważnymi spadkami w sondażach, a kariera Kukiza jako nowego lidera opozycji zaczęła wypalać się szybciej niż słynna styrta w Lipinkach Łużyckich. Bytność K’15 w Sejmie udało się uratować tylko dzięki koalicji z PSLem w 2019 roku. Tym oto sposobem “antypartyjniacy” stali się partnerami najstarszej partii w kraju. Obok ludowców jednak posłowie Kukiza nie zagrzali zbyt długo miejsca, doprowadzając do rozpadu koalicji. Dzisiaj Paweł Kukiz i jego parlamentarzyści to samodzielna grupa, która od pewnego czasu stanowi awaryjne wsparcie dla Zjednoczonej Prawicy. Patrząc na dzisiejsze działania lidera Piersi, piosenka z 2004 roku brzmi wręcz karykaturalnie.

Jacek Kurski, Krystyna Pawłowicz i Jarosław Jakimowicz. Cała trójka “odstrzelona” przez młodego rapera

Konfrontacje z politykami to nie tylko domena dojrzałych artystów. Na początku roku światło dzienne ujrzała Patoreakcja Maty, jednego z najszybciej rozwijających się raperów w kraju. Artysta w nowym singlu nie tylko odniósł się do tego, jak zmieniło się jego życie od kiedy zyskał sławę, ale też do politycznego napięcia, jakie zaczęło się gromadzić wokół młodego twórcy. Przypomnijmy – Mata, czyli Michał Matczak, to syn Marcina Matczaka, prawnika znanego z głośnej krytyki Zjednoczonej Prawicy. Pochodzenie “Młodego Matczaka” wystarczyło, by został skojarzony z opozycją przez otoczenie partii rządzącej. Jego twórczość była głośno krytykowana między innymi przez Jarosława Jakimowicza, Magdalenę Ogórek czy przez zasiadającą w Trybunale Konstytucyjnym Krystynę Pawłowicz.

W Patoreakcji Matczak nie szczędził słów w kierunku otoczenia TVP i polityków Zjednoczonej Prawicy. Piosenka została wyświetlona w serwisie YouTube już ponad 52 milionów razy, a ze słowami Maty, zwłaszcza tymi w których życzył szefowi TVP nagłej wizyty dentystycznej, zidentyfikowała się masa młodych ludzi, którzy sprzeciwiają się polityce obecnego rządu.

Wieczna wojna podwórek z policją

Na koniec przypomnimy konflikt, który przez długie lata stygmatyzował twórców i słuchaczy związanych z kulturą Hip-Hop. Rodzimy rap rodził się na blokowiskach, więc przez długie lata teksty były zdominowane przez emocje, które towarzyszyły życiu “na ulicy”. Jednym z głównych tematów poruszanych przez ulicznych raperów jest ich konflikt z prawem. Z jednej strony mamy warstwę społeczną, która niejednokrotnie zmagała się z trudnym dzieciństwem czy ubóstwem, przez co wielokrotnie schodziła na drogę przestępczą, często zajmując się drobnymi kradzieżami czy handlem narkotykami, z drugiej mamy stróżów prawa, którzy niejednokrotnie muszą uciekać się do siły, by zapanować nad sytuacją podczas trudnych interwencji.

W utworach takich jak Nienawiść warszawskiego składu Hemp Gru można poznać odczucia “ulicy” wobec konfliktu z policją. Raperzy wielokrotnie wypominają funkcjonariuszom przesadną brutalność, a także podejmowanie działań w oparciu o łatkę przestępców jaka przylgnęła do ulicznej subkultury.